Saturday, July 28, 2012

Rok

Nieźle - ostatni wpis sprzed roku. Tak, to dlatego, że żyję z mniejszym strachem. Bardziej odpowiedzialnie i z większym auto-insightem.

Bez przerwy dowiaduję się czegoś nowego o sobie i życiu. Najważniejszy jednak wniosek z ostatniego okresu to chyba ten, że na wszystko nakładałem jakiś swój szablon. Postrzegałem siebie i świat po mojemu. Dowiedziałem się, że świat jest fajniejszy niż mi się wydawało. Tak, jest mniej strachu. Jest on cały czas i już będzie mi towarzyszył, ale ja już o tym wiem.

Jestem jednak mocno skaleczony tą swoją samotniczością; dużo przez to tracę (a to właśnie strach), ale też zacząłem lepiej rozumieć tą część siebie i przestałem mieć wyrzuty sumienia za rzeczy, które chcę, a których nie osiągam przez tą swoją cechę. Zacząłem szukać głębiej i przebiłem się. Odkrywam w sobie w końcu przeciętność i normalność, a to mnie powoli wyzwala ze mnie dotychczasowego.

Tak, już nawet ojciec śni mi się bardzo stępiony, co oznacza, że czas dokonał w końcu swojego dzieła. Niesamowite swoją drogą jak utwierdzam się w mniemaniu z upłīwającym czasem, że w sumie skorzystałem na śmierci swoich rodziców. Przestałem to w końcu zestawiać z opcją posiadania pełnej, zdrowej rodziny. Przestałem bo takiej nie miałem. Zacząłem oceniać siebie w kontekście, a nie poza nim.

Dzieje się coś co z dumą mogę powiedzieć sam przewidziałem jeszcze będąc na studiach: że u mnie życie przebiegnie jakby odwrotnie - ja dopiero będę siebie odkrywał i młody duchem stanę się dopiero na starość. Wciąż bowiem wszystko na to wskazuje. Jakiż ja byłem sztywny w dzieciństwie i młodości, jakże mnie to izolowało od życia. Teraz też jestem sztywny i ostrożny, ale już o wiele mniej. Z drugiej strony jak prróbuję patrzeć na swoje życie z dystansu to wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie, że nie zrobiłem ani jednej ostrożnej rzeczy w życiu. Wszystko właśnie robiłem szybko, bez namysłu, jakby za wcześnie. Myśli, związki, oczekiwania. To wszytko stało u mnie na głowie. A teraz czuje że jestem jakby na środku skali.

Żałuje natomiast, iż wciąz mam takie zamiłowanie do rozpamiętywania przeszłości. Nie rozumiem tego. Zawsze jest we mnie jakiś rodzaj tęsknoty, melancholii, niespełnienia. Starałem się coś z tym zrobić: fotografia, sztuki walki, sporty, filozoficzne i psychologiczne lektury, ale nic. Tęsknota sobie we mnie siedzi. Tylko już nie pamięta za czym tęskni więc sobie tęskni za czym popadnie.

Siedzę sobie w to parne i gorące popołudnie pisząc te słowa i czuję wciąż tęsknotę. Wydaje mi się, że to ona wyrzucała mnie z wielu związków, że to ona nie pozwalała mi się cieszyć, gdy był na to nasz. Zawsze byłem gdzieś tam oderwany, nietutejszy. Szkoda może, że z tych bóli nie wyszedł jakiś tomik wierszy, albo właśnie jakieś dobre portfolio fotograficzne...

Ale... nauczyłem się już nie żałować, nie mieć wyrzutów sumienia. Jestem jaki jestem i już. A tylko ja mogę sobie wybaczyć to kim jestem.

Od jakiegoś czasu już bardzo chciałbym mieć żonę, dom i dzieci. Uśmiecham się na ta myśl. Co prawda wolałbym stać się od razu dziadkiem, ale co tam :).

Bardzo miłym natomiast odkryciem w moim życiu jest fakt jak te pozornie małe przyjemności są tymi największymi w życiu. Trudno mi jednak wciąż nauczyć sie doceniać na co dzień jak dużo mam i jak wiele nieszczęść mnie omija. A mam tak wiele i w sobie i w sensie materialnym.

I znów, gdy pisze te mądre słowa wszystko jakby wskakuje na swoje miejsce, uspokajam się i czuję o 10% bardziej szczęśliwy. Zakończę więc, bo z kolei jak napiszę za dużo to wróci niezadowolenie. (A może już nie...).

Tuesday, August 2, 2011

Godzina W - zapomniałem...

Mam strasznego kaca moralnego bo zapomniałem wczoraj zatrzymać się na chwile o piątej...

Zawsze pamiętałem, a jak zapomniałem to syrena przypomniała. Wczoraj o piatej musiałem być w jakimś sklepie i... Zupełnie zapomniałem.

Poczułem jak moje historie rodzinne są dla mnie ważne; Czuję się jakbym kogoś zdradził.

Wednesday, July 6, 2011

Reagowania na rzeczywistość ciąg dalszy

Mam kryzys w aktualnej pracy. Zaskoczyła mnie zupełnie zmiana polityki w moim dziale. Doświadczyłem na własnej skórze jak wiele w sferze śodowiska pracy może zmienić styl zarządzania jednej osoby odpowiednio wysoko w firmie.

Przestało być to miejsce pracy odpowiednie dla mnie. Szukam niemalże szaleńczo innej pracy. Nie chcę się tak stresować jak teraz (od kilku tygodni bóle brzucha, ucisk w klatce piersiowej, kłopoty ze spaniem, itd.). Picie alkoholu nie pomaga :).

Nie godzę się na taki poziom pracy i takie warunki i basta.


Zasadnioczo więc jest dobrze ;) bo ja żyję zmianą prawda... Zmieniam też mieszkanie a z kobietą mi na szczęście dobrze więc nie zmieniam.

To jeszcze zmienię sobie pracę i będzie miodzio.


Summa summarum znowu moja opinia o ludziach wychiła się w kierunku "standard to, że wszyscy są debilami, a tylko mniejszość nie". Znowu zdaje mi się że zrobilem krok do przdu w rozumieniu natury egzystencji człowieka i na tym etapie znów wrażenie że rzeczywiście ludzie są zasadnioczo mało rozgarnięci zaczęło brać górę.

I bierze górę coraz częściej zauważam....


A dodatkowo:
- byłem w międzyczasie we Włoszech
- zacząłem pić duże ilości wina i sie nim interesować
- coraz bardziej rozkręca się też moje zaintersowanie samochodami (drogimi oczywiście)
- coraz mniej (ale to już od kilku miesięcy) interseuję się filozofią, psychologią i socjologią
- znów w ogóle przestałem czytać książki (nie mam po prostu głowy) i brak mi tego
- oglądam masy różnych seriali (Mad Men, The Wire, The Tudors, Breaking Bad, Dexter... - wszytko na raz)
- chcę mieć już dziecko

Wednesday, March 30, 2011

Fantazje

I kolejna fanga w nos...

Właśnie do mnie dotarło w jakim sensie ja fantazjuje na temat życia. I w których miejscach.

Dotarło do mnie, o jak wielkiej niechęci mierzenia się z rzeczywistością przeze mnie to świadczy.

Dotarło do mnie w jak duzym stopniu wpływa to na moją samoocene, sposób w jaki oceniam innych ludzi ale przede wszytkich sposób w jaki odbieram ludzi i świat, swoje emocje, reakcje, sposób w jaki kształtuje swoje marzenia oraz progi satysfakcji i agresji.

Najważniejsze z tego są progi satysfakcji i agresji bo to jest codzienność. Zadowolenie i niezadowolenie, wściekłość, frustracja, radość, zachwyt, odprężenie, itd.

To wszystko opiera się w dużej mierze na naszej wewnętrznej skali którą sobie ustalamy w trakcie zycia odnośnie tego na ile nas stać i jakie są nasze "granice" po obu stronach, a więc co stanowi dla dla nas osiągnięcie, duże osiągnięcie, a co będziemy traktować u siebie jako normę na którą nie musimy się wysilać, co bedzie wysiłkiem, itd. Skali tej jak wiadomo używamy też bezwiednie, intuicyjnie do oceniania innyc ludzi więc jeśli ta nasza skala jest w jakimkolwiek zakresie irracjonalna to irracjonalne też będą nasze oceny innych.

W moim życiu było i jest dużo iracjonalności - nieprzystawania oczekiwań (a więc bazowanych na nich planów), pozytywnych jak i negatywnych niespodzianek.

Rozwiązań szukałem w książkach naukowych, doznaniach duchowych, a tu nagle uderzyło mnie, że to chodzi o te "fantazje" nt życia, które sobie stworzyłem w głowie. To one są pryzmatem którey rozszczepia jedne fakty a soczewkuje inne...

Nie rozwiązuje to wiele, bo oznacza dla mnie na dzień dzisiejszy jeszcze więcej "winy po mojej stronie", ale daje mocny początek do zmian. Daje nowy poziom wglądu i zrozumienia.

Człowiek jest jak cebula, nie...?

Wednesday, February 16, 2011

Dzień i inne

Uff, jak dziś rano wyszedłem z łazienki o 06:30 to było już w zasadzie jasno. Jak sie cieszę :). Wiem na pewno, że jeśli sytuacja finansowa mi na to pozwoli to nie umrę w Polsce a w jakimś kraju o niższej szerogkości geograficznej...;)

Poza tym, ech... Przeglądania na oczy ciąg dalszy ;)...

Traci jednak ten co kieruje się wyłącznie cnotą i zasadami. Jednak tak. Nie chciałem, mocno się borniłem przed zobaczeniem tego, no i zobaczyłem.

Nie należy się ograniczać, nie należy chcieć mniej. Trzeba chcieć dużo, dążyć do tego i po drodze doświadczać zmęczenia, trudu, zawodów, szczęścią miłych zaskoczeń - doświadczać trzeba po drodze.

W życiu nie ma tak dużo czasu na wzgląd na innych, na zasady.

Jest tak dlatego że każdy z nas jest inny. Tych miernych będzie jednak zawsze będzie z 80% a tych ponadprzeciętnych i poniżej przeciętnych będzie zawsze najmniej.

Osoby ponadprzeciętne nie są zwyczajnie kompatybilne z resztą jednostek i jeśli nie są nauczone zawczasu lub same nie nauczą sie na czas jak radzić sobie w świecie w większości miernych ludzi może bardzo na tym stracić, może źle działać i obudzić się zapóźno z wyrzutami sumienia i pretensjami nie wadomo do kogo ;).

Dziś wydaje mi się że wiem, że to egoizm powinien być naszym zdrowym rozsądkiem bo wszystko co oparte na błędnych założeniach o sobie samym będzie nietrwałe i nienaturalne. I się zawali prędzej czy później albo będzie nas kosztować cierpienie.

Ale kto Ci to powie człowieku wprost oprócz matki, ojca czy bardzo bliskiego przyjaciela.

Life is brutal - to zawsze wiedziałem, ale nie rozumiałem kontekstu.

Stosowanie zasad jest niezbedne tylko w zakresie reguły "nie rób drugiemu co tobie nie miłe". A, jak wiemy z Matrixa reguły można naginać.

Friday, January 14, 2011

Within Egoist

Am I self-sufficient? Am I really?

I generally tend to think not but sometimes when I think I grasp the totality of my egoism for a moment there I think I am...

Wednesday, January 12, 2011

Bez Tytułu

jestem mięczakiem